Alarmujące spadki wchodzących łososi w norweskich rzekach

Na skutek alarmujących raportów z norweskich rzek, mówiących o drastycznym spadku na niektórych obszarach liczby wstępujących łososi, w połowie lipca bieżącego roku tamtejsza Agencja Ochrony Środowiska wprowadziła częściowy zakaz połowów łososia atlantyckiego.

Zakazy i limity dotknęły  m.in. obszarów: Trondheimsfjorden (rz. Orkla, Gaula, Nidelva, Stjørdals - tu spadki osiągnęły od 30 do 60% w stosunku do poprzednich lat), Nord-Troms (rz. Reisa) oraz Vest-Finnmark (rz. Alta). Rybacy zrzucają winę na przemysłowe hodowle łososia i choroby, które przenoszą do środowiska naturalnego, hodowcy zaś odpierają zarzuty, zwracając uwagę na zmiany klimatyczne i związane z nimi spadki zasobów pokarmowych łososi na ich morskich żerowiskach, zapominając o tym, że sami je rujnują na potrzeby hodowli. Wiadomo jednak, że młode łososie z północnej Norwegii, Finlandii i Rosji (Półwysep Kola), po spłynięciu do morza wędrują na odległe żerowiska wokół Grenlandii i Wysp Owczych, gdzie, mimo ochronnych traktatów, są dziesiątkowane przez flotę rybacką wielu krajów. W drodze powrotnej na tarliska trafiają na norweską zaporę sieci aktywnych i biernych, w tym zabójczo skutecznych sieci klinowych krogarn (kilenot), których używanie wciąż jest w Norwegii dozwolone. Jak ostatnio wykazali naukowcy z Norwegii, Finlandii i Rosji,  zaledwie 30-40% ryb omija te zapory i trafia w strefę przyujściową rodzimych rzek (wg nich ok. 70% łososi wracających do rosyjskich rzek Półwyspu Kola trafia w sieci norweskich rybaków, co zagraża tamtejszym populacjom; trzeba dodać, że łososie rosyjskie to ostatnie dzikie stada, nieskażone genetycznie osobnikami z hodowli). Tu czekają na nie kolejne zabójcze pułapki, a dalej właściciele gruntów mający prawa do odłowów, koczowniczy lud Sámi, a na samym końcu wędkarze, mający za niemałe pieniądze największe ograniczenia, a łowiący łososiowe niedobitki.

Wysiłki naukowców i organizacji, walczących o zachowanie tego niezwykłego gatunku, idą w kierunku przekonania rządów wszystkich krajów do zaniechania połowów na morskich żerowiskach i trasach wędrówek, skupiając ewentualne komercyjne pozyskiwanie ryb do stref przynależnych rodzimym rzekom, gdzie można w miarę skutecznie szacować zasoby i regulować wielkość połowów. Zasadą powinno być wydawanie zezwoleń na rybackie połowy dopiero wtedy, gdy do rzeki weszła odpowiednia dla odtworzenia stada ilość tarlaków. Nigdy jednak odłowy nie powinny być zbyt "szczelne", a to dlatego, żeby umożliwić wejście do rzeki także osobnikom późniejszego ciągu i umożliwić im udział w zachowaniu puli genowej danej populacji na historycznym, właściwym dla danych warunków poziomie. Niestety, tak dobrze w Norwegii nie było, nie jest i nie zanosi się na zmiany. Ten najbogatszy kraj świata w swoisty sposób dba o tradycje, miejsca pracy i utrzymanie zaludnienia na swoich północnych, arktycznych rubieżach. Tam nadal można zobaczyć płetwala karłowatego, wpływającego do fiordu, a za nim w pogoni łodzie wielorybnicze z harpunami - podobno w celach naukowych. Co tam łososie...


Legendarna Alta wciąż nie zawodzi

​Pomimo, że jej wyjątkowe stado gigantycznych dzikich łososi jest zagrożone i zdaniem wielu specjalistów nie da się go utrzymać bez specjalnych środków, to nadal wiedzie prym w wędkarskich połowach. W tym sezonie, oprócz zakazów rybackich, wprowadzono także dodatkowe ograniczenia dla wędkarzy, narzucając im od 27 lipca obowiązek wypuszczania wszystkich złowionych samic. Rzeka, za sprawą lokalnego partnerskiego zrzeszenia rybackiego - ALI (Alta Laksefiskeri Interessentskap), które zarządza rzeką od 1880 roku, była i jest nieco bardziej chroniona przed odłowami gospodarczymi i rekreacyjnych niż pozostałe norweskie rzeki łososiowe. Niestety, działania te nie są wystarczające. Zdają sobie z tego sprawę wędkarze, zarówno miejscowi, jak i szczęśliwcy z różnych stron świata, z których wielu zrezygnowało dobrowolnie ze skromnych limitów, zwracając wolność także złowionym samcom. Dlaczego „szczęśliwcy”? Ponieważ, żeby łowić w Alcie będąc obcokrajowcem trzeba najpierw wpłacić bezzwrotne wadium w wysokości 400 NOK uprawniające do udziału w swoistej loterii, a następnie szczęśliwie wylosować jedną z 80-ciu licencji na około 1000 osób biorących w niej udział (w 2012 roku było ich ok. 960). Licencje są dwóch rodzajów: ekskluzywne (tzn. bardzo drogie) i drogie, a ich cena uzależniona jest od sektora, okresu połowu i ilości dni (zwykle 1 lub 2 dni w czerwcu i lipcu oraz 3 lub 6 dni w sierpniu). Chętnych jednak wciąż nie brakuje, a rzeka odpłaca im niezapomnianymi wrażeniami.


Chris Buckley z ponad 19 kg (44 lb) łososiem; Alta, 11 lipca 2013 r. (fot. ASF)



Jednak nie ma to, jak u siebie...

Rzeki u nas równie piękne, co w Norwegii. Nietknięte ludzką ręką, z krystalicznie czystą wodą i zasobne w tarliska meandrują dolinami wśród lasów i łąk. Łososi atlantyckich rodem z Łotwy dziś u nas w bród. Doskonale zaaklimatyzowały się w naszym nieskażonym środowisku, a ich samoodtwarzalne stada bezpieczne są od wszelkich zagrożeń. Udaną ich reintrodukcję ogłosił przecież sam twórca i koordynator programu, profesor Ryszard Bartel, a dbający o swoich członków Polski Związek Wędkarski, za głosem najzdolniejszych na świecie polskich polityków, zezwolił w ciągu 9-cio miesięcznego sezonu łowić ich do woli, w tym pozbawiać życia po 2 sztuki dziennie, bez względu na płeć, byle były dłuższe niż 35 cm. Daje to skromną liczbę ok. 540 łososi rocznie, którą może pozyskać każdy wędkarz posiadający łatwo dostępne zezwolenie. I tak jest niezmiennie już od 20 lat. Rybacy na Bałtyku chyba też są szczęśliwi, bo przecież u nich łosoś to troć wędrowna, a troć to też ryba. Nie mogą narzekać nawet kłusownicy - co roku starcza łososi i dla nich.
I gdzież może być na świecie lepiej, niż w naszym ukochanym kraju...?


Oprac. Marcin Rogowski



Uwaga: W dyskusji na fors.com.pl okazało się, że wiele osób mylnie interpretuje moje intencje w zdaniu cyt. "Daje to skromną liczbę ok. 540 łososi rocznie, którą może pozyskać każdy wędkarz...".  Zdanie to należy rozumieć, że każdemu wędkarzowi wolno  pozyskać taką astronomiczną liczbę łososi, bo takie są "mądre" nasze przepisy. Wolno, choć oczywiście złowienie takiej ilości ryb w sezonie przez jednego wędkarza możliwe nie jest i przy takim prawie nigdy nie będzie. 



Wypowiedź uzupełniająca do komentarzy użytkowników forum www.fors.com.pl:

Widzę, że aluzja, sarkazm, ironia użyte w tekście to pojęcia dla niektórych niezrozumiałe - proszę bez urazy.

Artykuł jest generalnie o sytuacji łososia atlantyckiego w Norwegii, a sytuacja ta nie wygląda dobrze, do tego stopnia, że w działania ochronne włączyła się machina państwowa. Organizacje ekologiczne uważają je jednak za wciąż niewystarczające. Zakazy objęły przede wszystkim połowy gospodarcze - widział ktoś w Polsce zakaz połowu troci czy łososia dla rybaków na sygnały o spadku liczby ryb wchodzących do rzek i czy ktoś to w ogóle monitoruje...? Ograniczenia dotknęły także wędkarzy, którzy w najmniejszym stopniu korzystają z zasobów łososiowych. W Norwegii dzikiego łososia atlantyckiego łowi się 2-3 miesiące w roku (najwcześniej od czerwca i do końca sierpnia), keltów się nie zabija, a limity na wielu rzekach to kilka ryb na sezon, z czego samice są pod szczególną ochroną. W tym roku na słynnej Alcie (obecnie najlepsza rzeka łososiowa w Norwegii) w połowie sezonu całkowicie zakazano zabierania samic.

Pomimo spadku liczby wchodzących do rzek dzikich łososi, pomimo epidemii Gyrodactylus salaris w kilkudziesięciu rzekach łososiowych i konieczności wytępienia w nich dla pozbycia się pasożyta całych populacji ryb i bezkręgowców, to łososi w Norweskich rzekach wciąż jest nieporównywalnie więcej niż w Polskich przed wojną. Kto tam nie był i nie widział rzek, których całe dno to jedno tarlisko, woda jak kryształ, w wielu zdatna do picia bez uzdatniania, rzek płynących w takich "okolicznościach przyrody", że dech zapiera, może nie zrozumieć nawiązania w tekście do sytuacji naszych rzek, gdzie wciąż płynie g... (np. Ina) - dlatego "bez urazy".

Co do "polskiego" łososia...
Wprowadzono do naszych rzek łososia łotewskiego, bez odpowiednich badań, mimo, że były one możliwe do przeprowadzenia. Łosoś ten jest obcy zarówno geograficznie jak i genetycznie w stosunku do populacji, które żyły u nas i zachodnich sąsiadów. Nie dość że leniwy - nie chce pokonywać naszych przepławek i progów, kiepsko też walczy na wędce - to jeszcze nie potrafi się samodzielnie rozmnażać (podobno dr P. Dembowski stwierdził pojedyncze przypadki udanego rozrodu w dorzeczu Słupi). Z roku na rok go mniej i problemem się staje pozyskanie materiału do sztucznego rozrodu. Dochodzi do tego, że jednym samcem opędza się klika-kilkanaście samic z ikrą zdolną do zapłodnienia. To genetyczna tragedia! Tymczasem ogłasza się sukces reintrodukcji, kiedy jego podstawowym warunkiem są samoodtwarzalne, stabilne stada ryb w rzekach. Nie dość tego, od 20 lat łowią tego łososia rybacy, wędkarze i kłusownicy, a przepisy i realia kontrolno-ochronne są takie, że w głowie rozumnego człowieka się to nie mieści.

Co do liczb, które padły...
Posłużę się przykładem. Kiedyś dzienny limit lipienia wynosił 5 sztuk. W latach 80. w Sanie wystarczyło 10-15 minut, aby go zrealizować - dziś "młodym" może trudno w to uwierzyć, ale potwierdzą to obecni na tym forum koledzy (choćby Prezes czy Stanisław Cios). Proszę to pomnożyć przez jakąś średnią liczbę wędkarzy nad rzeką (kwater wolnych w weekendy nie było) i liczbę dni w sezonie, a zrozumiałe się stanie, dlaczego obecnie jest "no kill", a ryb jak na lekarstwo. Kłusownictwo owszem było, głównie "wędkarskie" (kilka razy dziennie do rzeki po komplet i kula wodna z muchą) i dzieciaki zaganiające lipienie "na śmierć". Jakość wody też w istotny sposób się nie pogorszyła. Więc co by szkodziło utrzymać 5 sztuk dziennie do koszyka...?

A użyty w tekście zwrot: "Daje to skromną liczbę ok. 540 łososi rocznie, którą może pozyskać każdy wędkarz..." należy rozumieć: "wolno mu pozyskać", bo takie są "mądre" nasze przepisy.

Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej.

Oceń artykuł: 
5
Average: 5 (2 votes)
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Kategoria: 
Rzeka: 
Miejscowość: 

Komentarze

Marcin bardzo trafnie ujął problem. Gratuluję. Na dziś jednym z nielicznych krajów, które skutecznie wprowadziły sensowny program zarządzania łososiem jest Irlandia. Europejski miał wejść w życie w roku 2009, a dziś mamy 13 i dalej trwają przepychanki, za sprawą lobbowania różnych grup interesu walczących przeciw ochronie naturalnych procesów odtwarzania populacji..... Co prawda założenie złowienia 540 ryb rocznie jest teorią, to gdy dorzucimy całkowicie nieoszacowane połowy kłusownicze oraz oszustwa rybaków, zapewne ilość dzikich tarlaków tego gatunku, podobnie jak i troci wędrownej mogących odbyć naturalny rozród jest skromna....