A może by po amerykańsku?

Ciekawy amerykańskich metod pozyskiwania łososiowej ikry i sztucznego rozrodu na słynnej Salmon River w stanie Nowy Jork, kliknąłem w link na YouTube, zatytułowany "Salmon River Fish Hatchery Egg Take 2008".





Salmon River łososiem stała do XIX wieku. Pod koniec  tego okresu rabunkowa gospodarka, wzrost zanieczyszczeń oraz budowa dwóch tam doprowadziła do całkowitego wyginięcia łososia atlantyckiego (Salmo salar), gatunku naturalnego dla tej rzeki. Przez kilkadziesiąt lat bezskutecznie próbowano poprzez reintrodukcję łososia (Salmo salar) oraz wsiedlenie dwóch gatunków pacyficznych - kiżuczy (Oncorhynchus kisutch) i czawyczy (Oncorhynchus tshawytscha) - przywrócić świetność rzece. Dopiero budowa nowoczesnego ośrodka produkcji materiału zarybieniowego w Altmar, ukończona bodajże w 1980 roku, zmieniła ten stan, a rzeka szybko stała się wielkim centrum połowu ryb łososiowatych w USA, obsługującym tysiące wędkarzy. Specjalnie dla wędkarzy rybostan Salmon River, oprócz 3 gatunków łososi, wzbogacono jeszcze o waleczne steelheady, tęczaki i trocie.





 
Patrząc na historię Salmon River nietrudno o analogie i skojarzenia z sytuacją łososia w naszym kraju oraz refleksje na temat jej perspektyw i możliwych scenariuszy.

U nas, z jednej strony, stosuje się unijne zasady zrównoważonego rozwoju i polskie standardy ochrony środowiska naturalnego obligujące do zachowania dzikich stad ryb, naturalnej różnorodności biologicznej rzek i genetycznej gatunków je zasiedlających - i dobrze.

Z drugiej strony, wypuszcza się do rzek - pochodzące ze sztucznego rozrodu - miliony sztuk wylęgu i podrośniętych osobników troci wędrownej i łososia o wysokim udziale genów wsobnych, aby wywiązać się z operatów wodno-prawnych i zapewnić mięso rybakom na Bałtyku. Jednocześnie przybywa - zgodnie z tymi samymi zasadami zrównoważonego rozwoju - regulacji na rzekach, budowli przeciwpowodziowych i hydroenergetycznych, które ograniczają i zubożają ekosystemy rzeczne.

Dalej, dla ryb dwuśrodowiskowych buduje się i modernizuje przepławki, aby mogły pokonywać piętrzenia m.in. nowopowstałych elektrowni wodnych i szukać tarlisk w górze rzeki. Cóż z tego, skoro powracające ryby i ich potomstwo trafiają wprost w turbiny tychże elektrowni, a straty są ogromne, sięgające 100%, szczególnie wśród osobników dorosłych. Interes się kręci - po europejsku.

W USA bussines wygląda inaczej. Amerykanie nie są tak obłudni. Postanowili stworzyć warunki w rzece i na brzegu dla amatorów ryb - i stworzyli. Cały region nastawiony jest na wędkarzy, a w rzece brakuje tylko "wielorybów" - bo za płytko. Przepisy nastawione są na wędkujących, a nie dobro ryb. Jeszcze do niedawna można było używać obciążonych zestawów kotwic ciągnionych po dnie na "szarpaka" (snagging), a do dziś wolno łowić łososie na ziarna ikry podawane w formie przepływanki. Wszystko po to, aby się obłowić - wolno zabrać 3 ryby - i żeby każdy, bez względu na umiejętności i doświadczenie, mógł to uczynić. A przyroda, banki naturalnych genów? Nie ma o czym mówić, łososi przecież już nie było, a teraz troszczy się o nie ośrodek w Altmar.





A pozyskiwanie materiału rozrodczego odbywa się w Altmar z amerykańskim rozmachem - w zmechanizowany sposób wydobywa się tarlaki z betonowych pułapek, po czym dokonuje segregacji. Wyselekcjonowane samice mają rozcinane brzuchy - widok dla osób o mocnych nerwach - po czym wydobywa się z nich ikrę. Ikra każdej ryby trafia do oddzielnego pojemnika, po czym zapładniana jest mleczem z wielu samców. Zapłodniona ikra idzie do inkubacji, czego film już nie pokazuje. Cały proces mogą obserwować zainteresowane osoby, choć widok jest wstrząsający. Produkcja idzie w miliony i zaspokaja potrzeby rzeki i regionu.

I tu rodzą się kolejne polskie skojarzenia, analogie i porównania, szczególnie dotyczące Parsęty, inspirowane materiałem filmowym, zrealizowanym przez TV Zachód Szczecinek w 2009 roku oraz tegorocznymi, prywatnymi filmami, pokazującymi elektropołowy PZW przy tamie w Rościnie...

Nie da się ukryć, że w Polsce także istnieje ogromna presja na łososiowe mięso i wędkarskie wrażenia. Niestety, zamiast ryb i wrażeń panuje frustracja z powodu ich niedostatku, gospodarki budzącej szereg wątpliwości oraz skali kłusownictwa. Czy nie lepiej zatem, w miejsce swoistej schizofrenii, posłużyć się amerykańskim przykładem, adaptowanym do polskiego prawa i warunków? Mamy wiele rzek, gdzie wyginęły naturalne stada troci wędrownej i łososia z powodu silnej antropopresji. Czemu by nie skierować na nie siły zarybień, wzbogacić te wody w tęczaka i udostępnić nowe, bogate łowiska wędkarzom spragnionym sukcesu? Producenci materiału zarybieniowego przenieśliby na te rzeki swoje hodowle mając zbyt, zadowoleni byliby rybacy i wędkarze, a region korzystałby przez większość roku z przyjezdnych gości. Jednocześnie odciążone zostałyby rzeki, gdzie naturalne stada się zachowały i gdzie w sposób modelowy i ściśle kontrolowany można byłoby prowadzić reintrodukcję łososia atlantyckiego w systemie "no kill" oraz wzmacniać dzikie stada troci przy współpracy zaangażowanych ekologicznie wędkarzy...

Temat polecam pod dyskusję wędkarzom oraz dzierżawcom rzek łososiowych, głównie PZW. Paradoksalnie zniszczone, ale spełniające podstawowe wymogi środowiskowe ekosystemy rzeczne (np. zbadana pod tym względem rzeka Ina) mogą na tym zyskać, bowiem zwiększy się wraz z zyskami regionu dbałość o ich stan, a przyroda z czasem wszystko sobie poukłada. Idąc obecną drogą doprowadzi się szybko do nieodwracalnej utraty naturalnych, dzikich populacji troci we wszystkich rzekach, a wraz z nimi całego bogactwa genetycznych przystosowań. Jak widać, nawet kilkanaście lat zarybień dotychczasowymi metodami właściwej obsady ryb nie gwarantuje. Może już pora coś zmienić...?


Oceń artykuł: 
4.75
Average: 4.8 (4 votes)
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Kategoria: 
Rzeka: 
Miejscowość: 

Komentarze

Ciekawy artykuł. Dzięki Marcinie. Muszę jednak zwrócić uwagę na kilka spraw. Nie znam amerykańskiego prawa środowiskowego, ale myślę, że istnieje kilka istotnych różnic w stosunku do naszego i unijnego. W naszym kraju takie łowisko mogłoby istnieć tylko na wodach prywatnych w obecnej sytuacji prawnej. Nie odnoszę się tu do logicznego spojrzenia na problem, lecz do urzędowego podejścia do tematu.... chociaż spróbować można. Problem z wyborem rzeki.... Tu natkniesz się na fakty, które zdają się nie mieć w USA takiej wagi, jak u nas. Okazuje się, że większość naszych rzek, mimo różnego stopnia zniszczenia nadal posiada bogaty zestaw chronionych gatunków i trzeba by przeprowadzić karkołomny przewód dowodzący, że taki wędkarski "burdel" tym zasobom nie zagrozi. Co ciekawe, tymi samymi zasobami walczymy o wstrzymanie regulacji itp ingerencji, lecz skuteczność generalnie jest mała, co widać po pladze demolek...... Zresztą, proponowaliśmy zbliżone rozwiązanie z wydłużeniem sezonu, wzorem wielu rzek skandynawskich, do 15 października, na dolnych odcinkach niektórych trociowych rzek, by w ten sposób zarobić na ochronę dzikiej reszty, jednak pomysł nie znalazł uznania w oczach prof Bartla........ Z drugiej strony, do mnie bardziej przemawia przykład szwedzkiej Testeboan, gdzie w 16 lat z zerowego występowania łososia można było przestać sztucznie zarybiać..... ale zamiast głównie, jak u nas, zarybiać, tam głównie odtwarzano naturalny ekosystem, ze wszystkimi siedliskami znanymi nauce jako właściwe dla występowania łososia. NA początek, zamiast budowy przepławek, rozebrano MEW..... i wszystkie sztuczne przeszkody w całym dorzeczu.... a renaturyzacja dotknęła całej doliny i rzeka ta na powrót po 60-ciu latach wróciła na listę rzek łososiowych..... Poza tym u nas wśród wędkarzy dominują łowcy płotek itp.... którzy nawet z najlepszej wody trociowej chcieliby mieć całoroczne łowisko i do tarła nawet sztucznego, raczej by nie dopuścili, gdybyś im pozwolił cały rok łowić...... Ta "cecha" części naszych "kolegów" jest moim zdaniem główną, obok demolki przyczyną bezrybia naszych wód. Przekonali się o tym prywatni gospodarze łowisk komercyjnych, znajdując filety w woderach i tym podobne patenty na "oszwabienie" właściciela..... Także, osobiście nie widzę dużych szans na skuteczne wdrożenie amerykańskiego przykładu, mimo, że są logiczne i ekonomiczne przesłanki jego zastosowania na niektórych wodach.....