"Socjalistyczne jutro"

Historia rzadko bywała przedmiotem zainteresowania władz PZW. Być może dlatego, że do łowienia ryb znajomość dziejów organizacji nie jest konieczna, lecz może również dlatego, że ta historia, przynajmniej w niektórych momentach, jest kłopotliwa - tak można by skwitować zapisane w nowym Statucie PZW, uchwalonym w październiku 2007 r. przez Zjazd Nadzwyczajny, ustanowienie 19 marca Dniem Wędkarza.

Otóż PZW nie urodziło się jak Wenus z morskiej piany. Związek jako struktura hierarchiczna powstał w tej postaci na polecenie władz politycznych, by można było kontrolować organizację o znacznej już wówczas liczebności. Dotychczasowa organizacja, Związek Sportowych Towarzystw Wędkarskich, został zawieszony w roku 1949 decyzją administracyjną sprzeczną z ówczesnym prawem o stowarzyszeniach. A już 19 marca 1950 roku na założycielskim zjeździe PZW niejaki tow. Żelazny mówił: "...Znaczy to, że wędkarstwo, jako organizacja masowa, przez swoją dydaktyczną i społeczną działalność realizować będzie hasła klasy robotniczej, że wasza organizacja razem z całym społeczeństwem włączy się w nurt życia społecznego, w nurt walki o nowe jutro socjalistyczne". I dodawał: "... Jestem przekonany, że wasz dzisiejszy zjazd działaczy wędkarstwa z całego kraju jest zjazdem rewolucyjnym, jest zjazdem, który likwiduje dotychczasowy anormalny, kapitalistyczny charakter organizacji, przekształci i dopasuje ją do potrzeb klasy robotniczej".

Ówczesne państwo poprzez ówczesne PZW zawłaszczało dorobek ZSTW, "założonego w Polsce sanacyjnej, skupiającego burżujów i obszarników". Że od historii i tradycji polskiego wędkarstwa odcinała się władza ludowa to można zrozumieć. Że milcząco zaakceptowali to założyciele i twórcy ZSTW, między innymi inicjator powstania ogólnopolskiej organizacji wędkarskiej W. Czermiński, to także zrozumiałe. Każdy protest byłby wówczas potraktowany jako wrogość wobec władzy ludowej i w najkorzystniejszym dla niepokornych przypadku skończyłby się długotrwałymi przesłuchaniami w Urzędzie Bezpieczeństwa. Tyle przypomnienia historii.

Dzień Wędkarza, ustanowiony na ostatnim zjeździe i wpisany do Statutu PZW, czego ma być upamiętnieniem? Przekreślenia naszych tradycji biorących organizacyjny początek w historii ZSTW? Ma być pochwałą nonsensów ideologicznych, które wpływały na każdą dziedzinę ludzkiego życia, nawet na zdawałoby się tak całkiem apolityczne łowienie ryb?
Być może większość delegatów na ten pod każdym względem nadzwyczajny zjazd nie pamięta wydarzeń sprzed pięćdziesięciu siedmiu lat. Ale są pomysłodawcy, agitatorzy, którzy potrafili przekonać kilkuset delegatów, że ten przewrotny pomysł ma jakiś sens. Statut PZW zaakceptowany na tym zjeździe w pierwszym paragrafie stanowi: "Polski Związek Wędkarski [...] jest dobrowolnym, samorządnym stowarzyszeniem miłośników wędkarstwa i sportu wędkarskiego, kontynuatorem tradycji zorganizowanego wędkarstwa w Polsce".
Dla tych, którzy tę tradycję depczą w imię trudnych do zrozumienia i jeszcze trudniejszych do zaaprobowania resentymentów, przesłaniem może być tylko jedno słowo: manipulanci. W imię jakich wartości współcześni "wodzowie" PZW wyparli się kilkudziesięciu lat dobrej tradycji i owocnych wysiłków ludzi nieopętanych żadną ideologią, lecz bezinteresownie związanych z wędkowaniem i tworzących najlepszą polską tradycję?
Takie zakłamywanie historii to nie pomyłka ani błąd, to zamysł, służący nie dobru Związku, lecz interesom tych, którzy w nim "trzymają władzę". Brzmi to może jak niepoważna historia spiskowa, jednak wątpiącym można przedstawić wystarczające dowody.

Ktoś wiszący u klamki ZG PZW napisał, że statut z roku 2007 jest unacześnieniem. I to jest prawda. Ten statut unacześnia myślenie o organizacji hobbystycznej, które dawno już umarło w świecie, przynajmniej tym, który się rozciąga na zachód od wschodniej rubieży Unii Europejskiej. Ten statut nadal ubezwłasnowolnia koła, które są jedyną siłą Związku, a oddaje pełnię władzy, tyleż kosztownej, co w tym wymiarze zbędnej, organowi centralnemu – Zarządowi Głównemu.
Organizacja wędkarska szczebla centralnego potrzebna jest wyłącznie po to, by reprezentować interesy wędkarzy wobec władz administracji państwowej. Właśnie państwowej, bo z samorządami koła czy kluby wędkarskie, tak jak komercyjni organizatorzy wędkowania, dogadają się bez zewnętrznej pomocy. Zarząd ZSTW, który ZG PZW chce utopić w niepamięci, liczył 5 (słownie: pięć) osób i zatrudniał jednego pracownika administracyjnego. Członkowie tego zarządu otrzymywali 50% zwrotu kosztu przejazdu wyłącznie na zebrania zarządu i żadnych diet. To była prawdziwa, a nie socjalistyczna praca społeczna. A do dzisiaj funkcjonujący w PZW socjalistyczny pomysł płacenia za pracę społeczną wynika z chęci uzależniania działaczy wedle zasady: bierzesz pieniądze, to rób co potrzeba.

Członkom Związku trudno zrozumieć sens postanowienia § 13 ust. 7 zapewniający działaczom zwrot kosztów podróży i wypłaty diet, na zasadach ogólnych, w związku z realizacją zadań statutowych. Określenie "zadania statutowe" jest wystarczająco pojemne, by pokryć każdy wydatek działacza. Ma takie prawo, o ile nie jest ono sprzeczne ze statutem. A ze statutem sprzeczne może być wszystko, bo jest tam jeszcze § 14 ust. 2 nakazujący "kierować się zasadą koleżeństwa i wzajemnego poszanowania, strzec jedności i dobrego imienia Związku". A kto orzeka, co jest naruszeniem dobrego imienia? Oczywiście Zarząd Główny. Nie klub, koło, sąd koleżeński, tylko Zarząd Główny. Wynika to z § 19 ust. 2, który brzmi: "Uchwały władz wyższego szczebla są obowiązujące dla władz niższych szczebli organizacyjnych". Z ust. 3 tego samego paragrafu dowiadujemy się, że "Władze wyższego szczebla mogą zawiesić bądź uchylić każdą uchwałę władz niższego szczebla, jeżeli jest sprzeczna z przepisami określonymi w § 2 ust. 1", czyli, między innymi, ze statutem PZW. W ten sposób koło się zamyka. Członka PZW może uniewinnić sąd koleżeński, nawet w trybie dwuinstancyjnym, a Zarząd Główny może tę decyzję sądu koleżeńskiego uchylić. Przypomina się tu określenie "demokracja socjalistyczna". Jest teoretycznie, a w praktyce bywa, jeżeli władza zezwoli.

Listę potknięć i grubych błędów statutu, jak się wydaje nie przypadkowych, lecz dobrze przemyślanych, można mnożyć. Nie ma to jednak sensu, ponieważ żaden zwyczajny ani nadzwyczajny zjazd tego nie naprawi.

Jerzy Komar
Wędkarz Polski, 27 czerwca 2011 r.

Oceń artykuł: 
0
Brak ocen
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Kategoria: 
Autor: