Czy "Strażnicy rybaccy kłusowali na służbie"?

12 listopada na portalu Kontakt24 TVN ukazała się sensacyjna wiadomość, cytuję:
Społeczna straż rybacka złapała w nocy z niedzieli na poniedziałek kłusowników, którzy w okresie ochronnym łowili w dopływie Słupi w gminie Dębnica Kaszubska (woj. pomorskie) trocie. Okazało się, że to... członkowie straży, którzy patrolowali brzeg. Mężczyźni, emerytowani policjanci, zostali zatrzymani i przekazani prokuraturze...
 
Dalej podawane są kolejne, pasjonujące szczegóły zobrazowane martwą trocią w foliowym worku:
"Podczas zorganizowanej zasadzki na dopływie Słupi złapaliśmy o 2 w nocy na gorącym uczynku trzech kłusowników, którzy łowili trocie za pomocą osęki. Okazało się, że to członkowie społecznej straży rybackiej, którzy pełnili służbę. Patrolowali brzeg rzeki" - poinformował naszą redakcję jeden z członków straży rybackiej powiatu słupskiego.

"Jeden z nich uciekł, kiedy powiadomiliśmy policję. Zabezpieczyliśmy skłusowaną rybę oraz samochód, na którego zderzaku są ziarna ikry. Zasadzkę robiliśmy od tygodnia. Polowaliśmy na miejscowych kłusowników" - tłumaczył...

 
Potem wypowiedział się komendant powiatowy Społecznej Straży Rybackiej m.in. informując odkrywczo, że:
złapani członkowie straży nie wiedzieli o zorganizowanej zasadzce.

Na koniec, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Słupsku Robert Czerwiński oświadcza:
"Zabezpieczyliśmy materiał dowodowy, a mężczyźni złapani na gorącym uczynku zostali przekazani prokuraturze" dodając: "Najprawdopodobniej to nie są jedyne osoby, które zostaną zatrzymane. Policjanci ustalają osoby, które mogą mieć związek ze sprawą".
 
Na koniec portal informuje, że:
za kłusownictwo w okresie ochronnym grozi do 2 lat pozbawienia wolności...
 
Sensacja wielka. Aż dziw, że nie znalazła się w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego stacji TVN. Chyba tylko z braku materiału filmowego złapania kłusowników na "gorącym uczynku", to jest, jak wynika z relacji - wkładaniu do bagażnika samochodu trupa troci w worku, z której sypią się ziarna ikry na zderzak samochodu.



listopadowa troć po ościeniu, pozyskana z Topieli przez 3 "kłusowników", w tm niżej podpisanego


Nie chcę nikogo bronić ani oskarżać, ale jakość tego materiału jest ośmieszająca dla służb i osób, które wypowiadają się w tej sprawie i szkodliwa dla tematu kłusownictwa, którego rzeczywista szkodliwość w wymiarze ekonomicznym idzie w miliony złotych, a w przyrodniczym i społecznym nie ma ceny.

Reputacja portalu nie obchodzi mnie wcale - niech będzie taka, na jaką zasługuje. A według redaktora artykułu osęką "łowi" się ryby, w dodatku we trzech jedną. Dalej, ryba w worku w bagażniku samochodu i ziarna ikry na zderzaku to niezaprzeczalne dowody (tylko takie zostały przytoczone) złapania na gorącym uczynku, polegającym na nielegalnym "łowieniu" troci za pomocą jednej osęki przez trzech kłusowników. A ileż to jeszcze osób może być uwikłane w tą kryminalną sprawę... Każdy przecież wie, że ościenie, sieci i faza to nic przy osęce.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kłusownicy to strażnicy społeczni, na dodatek emerytowani policjanci...
Nie wiem, ile lat pozbawienia wolności grozi za kłusownictwo poza okresem ochronnym, ale na pewno jedna (na oko ok. 2 kg) skłusowana ryba warta jest prokuratora i sądu. A tak nawiasem - ile czasu sprawa będzie czekała na rozstrzygnięcie po likwidacji sądów powiatowych?

A na poważniej - myślę sobie, że byli policjanci obronią się łatwo, bo: osęka służyła im pewnie do wyciągania sieci i wystarczy jedna na trzech w patrolu; ryba mogła być martwa z naturalnego powodu lub zabita wcześniej ościeniem w górze rzeki, a wyjęli ją jako dowód, albo po to, żeby się nie zmarnowała i nie "truła" rzeki; a jeden z zatrzymanych nie uciekł, tylko poszedł sobie do domu, bo po co ma z "durniami" rozmawiać i udowadniać, że nie jest wielbłądem...
Tak przecież mogło być i jest to bardziej prawdopodobne niż kłusowanie jedną osęką we trzech.

Jak bylo w rzeczywistości, oczywiście nie wiem. Wiem jednak, że tak "spreparowany", nierzetelny artykuł, oparty na drobnym incydencie oraz wątpliwych dowodach bardziej szkodzi, niż pomaga w walce z kłusownictwem.

Publikacje tego typu ośmieszają i kładą cień na ochotnikach Społecznej Straży Rybackiej i stanowią wątpliwą zachętę do wstępowania w szeregi tej organizacji. A już szczególną "zachętę" stanowić mogą dla byłych funkcjonariuszy policji, którzy z racji swojego doświadczenia i znajomości tematu mogą być bezcenni w prawidłowym zatrzymywaniu i doprowadzaniu najgroźniejszych kłusowników przed wymiar sprawiedliwości.

Jest w tym niefortunnym zdarzeniu jednak temat wart oddzielnego opracowania. To temat tabu - trudny, delikatny, budzący emocje i silne reakcje. Temat dotyczący losu martwych ryb w ściąganych sieciach kłusowniczych, spływających rzeką po "prądzie" i ościeniach, pozostawionych przez uciekających kłusowników czy zarekwirowanych. Warte dyskusji są kwestie dotyczące motywacji dla społeczników, ich "wynagradzania" za nieraz ogromne ryzyko, za chłód, trud i nieprzespane noce, po których trzeba iść do pracy i daleko przekraczanych granic pomiędzy tym co można wykonywać społecznie, a co powinno się profesjonalnie. Należy wyraźnie postawić pytanie - jak długo lokalne władze powołujące SSRy będą narażały zdrowie i życie zapaleńców, a właściwe służby wyręczały się pracą społeczników..?

Nie boimy się trudnych tematów i obiecuję podjąć ten w przyszłości.



źródło na kontakt24.tvn.pl: "Strażnicy rybaccy kłusowali na służbie"



Oceń artykuł: 
5
Average: 5 (1 vote)
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Rzeka: 
Autor: