Wiosenna wycinka drzew

Nad Parsętą w końcu mocno spóźniona wiosna. Keltów praktycznie nie było, srebrniaków jeszcze nie ma, a w lesie wciąż trwają zimowe wycinki. Trudno zrozumieć wycinkę lasów w Obszarze Natura 2000, a w pasie nadbrzeżnym chronionej rzeki jeszcze trudniej. A jednak wycięto kawał lasu, a szereg drzew nad samym brzegiem Parsęty między Rościnem, a Karlinem (w okolicach I Mostu) zostało oznakowanych farbą, zapewne też do wycięcia.




 
Usunięcie drzew z okolic stromych, podmywanych skarp z pewnością przyczyni się do zwiększenia ich erozji i szybkiego osunięcia. Zniszczona zostanie biegnąca tam leśna droga, a osuwisko przesunie się tylko nieco dalej i zagrażać będzie kolejnym drzewom - korzyść zatem żadna. Natomiast wycięcie drzew przy samej rzece przyczyni się do zwiększenia ekspozycji na słońce i nagrzewania wody, zagrażając populacjom ryb łososiowatych, w tym będącego w Czerwonej Księdze łososia atlantyckiego, którego próby reintrodukcji trwają od kilkunastu lat i pochłonęły już niemałe środki finansowe.









 


Jak widać nikt nie monitoruje środowiska w Obszarze Natura 2000, a nawet jeśli, to nie ma to żadnego przełożenia na praktykę ochronną.

Można nie tylko wycinać drzewa.

Montuje się turbiny MEW (Karlino, Doble, Żarnowo), żeby wydawać potem publiczne (polskie i unijne) pieniądze na ich udrożnienie w formie przepławek, które nigdy nie zapewniają swobodnych wędrówek ryb w górę rzeki, stwarzając jednocześnie śmiertelne niebezpieczeństwo dla spływu potomstwa tych osobników, którym udało się przeszkody pokonać. Jak wiadomo, śmiertelność spływających przez turbiny smoltów troci i łososia przekracza często 50%.

W dorzeczu coraz więcej hodowli ryb, przegradzających rzeki podobnie jak MEW, pobierających czystą wodę w zamian za zwracany "syf", brak tlenu i choroby.

Dochodzi do tak jaskrawych naruszeń prawa, jak inwestycja  przeciwpowodziowa w Osówku, zatwierdzona i wykonana bez oceny oddziaływania na środowisko, a prawdopodobnie także bez działań rekompensacyjnych, w tym przypadku zapowiadanych sztucznych tarlisk (czytaj: "Osówko przy roztopach - więcej optymizmu...").

Czy zrównoważony rozwój i unijne prawo to fikcja? A może to zwykłe polskie cwaniactwo, wyciągające środki z kieszeni polskiego i unijnego podatnika, przy słabości mechanizmów i organów kontrolnych? Koledzy wędkarze i strażnicy SSR - może pora zająć się kłusownictwem "ekologicznym", a ganianie po krzakach za kłusolami z siatkami i ościeniami zostawić służbom do tego powołanym, posiadającym odpowiednie instrumenty? Może to najwyższy czas, aby stworzyć system społecznego monitoringu naszych wędkarskich ostoi, system wczesnego ostrzegania i skutecznej interwencji? Bo kto to za nas zrobi, kto oprócz nas jest tym żywotnie zainteresowany...?

Nawiasem. Walka z kłusownictwem to nie problem na skalę mafii czy przestępczych gangów narkotykowych. Nad Parsętą to zapewne kilkadziesiąt osób, a wśród nich znane od wielu lat nazwiska, jak - długo bezkarni - panowie L, G, S i inni, których policja dobrze znała. Skoro potrafiono rozpracować i posadzić do więzienia całe świetnie zorganizowane grupy przestępcze, to nie można  kilku "kmiotów" na pontonach z agregatem lub siatkarzy? Przecież sami tych ryb nie jedzą, gdzieś je przechowują, przewożą, sprzedają... Kto wierzy, że to problem nad którym nie da się zapanować...? Wstyd!






Dariusz Downarowicz

Oceń artykuł: 
0
Brak ocen
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy.

Kategoria: 
Rzeka: